A więc:
Wczoraj byłam na uczelni, tzn. w piątek, w sobotę i wczoraj. Było super, uwielbiam wykłady, tylko ten dziekan dr Bałuka trochę mnie przeraża. Uważam, że jest OK tylko chodzi o to, że jest tak wymagający. Operuje takimi pojęciami, że SZOK! Ale chcę się tego wszystkiego nauczyć, uważam, ze warto to wiedzieć. Poza tym ja się MUSZĘ tego nauczyć!!! Przecież to wszystko będzie na egzaminie!
Byłam dzisiaj rano w bibliotece oddać książki, później w Urzędzie Pracy po zaświadczenie, że jestem osobą bezrobotną, wstąpiłam na chwilę do babci, potem do banku, założyłam sobie konto Direct, no a na koniec poszłam do BM w sprawie pracy. Babka była trochę zaskoczona, bo nie omówiła tego z kierownikiem, no i mówi, że ona by mnie wzięła, zaczęła o tych moich studiach mówić, widzi, że mi na tej pracy bardzo zależy. W końcu powiedziała, żebym zaczekała na kierownika, to czekam. Za chwilę jednak powiedziała, żebym zostawiła jej nr telefonu to ona zadzwoni jak kierownik przyjdzie, no i czekam teraz na telefon! Niech ona już dzwoni, bo nie wytrzymam dłużej tej niepewności... Ale chyba nie mam innego wyjścia...
Później:
Dzwoniła... Powiedziała, żebym poczekała jeszcze do wtorku, bo oni muszą poczekać na oferty z biura pracy, ale ze jej najbardziej przypadłam do gustu... Ciekawe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz