Ciekawe czy w końcu trafiłam w sedno... To kolejna próba wyjścia na prostą. Nie wiem czy jest to jeszcze możliwe, ale warto spróbować. Więc próbuję.
Zaciskam zęby, pięści, oczy... I idę do przodu. Stawiam sobie cele, które muszę pomału realizować. Studia, praca. Kiedy myślę o pracy, boli mnie brzuch z nerwów... Denerwuję się, bo nie wiem czy sobie poradzę w nowej sytuacji. Nikogo tam nie znam. Obawiam się tego, że nie znajdę wspólnego języka, z osobami, które już tam pracują. A może to tylko moje urojone wymysły... Pewnie tak jest.
I przecież nie mam jeszcze żadnej pewności, że mnie tam przyjmą. Ale mimo tych wszystkich obaw mam jednak cichą nadzieję, że dostanę tę pracę. Oby mnie zatrudnili, a nie wzięli na staż.
W sobotę pierwszy zjazd na uczelni. Nie boję się, bo będę z mamą, ale tak szczerze mówiąc - wolałabym jednak jeździć do szkoły sama. Po prostu w swoim towarzystwie czuję się najpewniej i najbardziej swobodnie. To dlatego.
Zbliża się zima... Czekam na nią z niecierpliwością, ale z drugiej strony trochę się tego obawiam... Nie chcę pisać o co mi chodzi. To i tak już niczego nie zmieni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz